MENU
MENU

Monika&Mateusz – Ceglarnia

To musiało się kiedyś stać. To przypominało “zbieranie się” jak do skoku na bungee 🙂 Wiedząc, co mnie czeka z tak olbrzymią ilością materiału, szybciutko opublikowałem wstępny post z piątkowych przygotowań 😉 wiedząc, ile będzie mnie kosztowało czasu i pracy przysiądnięcie do relacji głównej, z sobotniego dnia weselnego 🙂 To nie jest szybki wpis, do prześlizgnięcia się kciukiem po ekranie smartfona. Celowo idę “pod prąd” dzisiejszych czasów, niejako wymagając od odbiorcy skupienia i poświęcenia czasu na obejrzenie reportażu. Wiem, to może wyglądać na działanie odpychające. Z pozoru, bo z czasem okazuje się to wielką zaletą i unikalną umiejętnością. W świecie szybkich, prostych komunikatów jednofotowych, takie fotograficzne relacje pokazują całą złożoność, wielość gestów, ukrytych słów i emocji. Ludzie to doceniają, o tym do później do mnie piszą.

Wracając do Moniki i Mateusza, ten dzień to było wielkie wyzwanie. Piątkowe beeforowe foty i sobotnie, zalane słońcem gonitwy z jednego, w drugi koniec Ceglarni. Około 18-ej czułem już, jakbym przebiegł maraton 🙂 Muszę Wam też zdradzić, że wielkie wrażenie zrobił na mnie przemiły właściciel, który zupełnie niewidoczny w piątek, pojawił się dopiero w sobotę po przyjeździe Pary. To naprawdę wielka sprawa. W zalewie bardzo dziwnych ludzi. Spiętych i bufoniastych właścicieli, managerów napotykanych na mojej ślubnej drodze – to było jak świeży oddech. Szacun za postawę. Nie omieszkuję tutaj wyrazić dobrej energii, niejako zwrócić z nawiązką. Monika była jedną z absolutnie najbardziej uśmiechniętych Panien Młodych jakie spotkałem, może nawet tą najbardziej 🙂 Czasami wprost zalewała się perlistym śmiechem, co pewnie na niektórych zdjęciach widać 🙂 To było naprawdę zaraźliwe. Myślę, że między innymi, dzięki jej postawie moje akumulatory wciąż były doładowywane. Reasumując, ślub ten, to była piękna przygoda. Taki, który aż kipi od emocji. Dzieje się tyle, że człowiek ma wrażenie, że wrócił z trzech pod rząd 🙂 To chyba tak byłoby z warstwy słownej. Dodam tylko, że kwaitostan-dobrostan przygotowała cudowna, pozytywna istota Magda Jędrzejczak z Pracownia Zieleni, którą znam od czasu, gdy po raz pierwszy przyjechałem w podpoznańskie tereny zamieszkałe przez tak wspaniałych ludzi, owocne w tak piękne lokacje ślubne 🙂 Muzyki ode mnie tym razem nie będzie, nie znam tak długiego kawałka, który wpis by ten objął 🙂



No Comments

LEAVE YOUR COMMENT

© SLUBNESTUDIO 2018