MENU
MENU

Bambino

16 Dec ’17

Jeśli kiedyś wydawało mi się, że potrafię napisać jakiś sensowny tekst, tak po prostu, na wzruszenie ramion, lub też na dźwięk spadającej rzęsy na policzek – to było to dawno i nie prawda. Jeśli kiedyś wydawało mi się, że mogę złożyć z kilkudziesięciu przypadkowych zdjęć jakąś sensowną opowieść, to chciałbym żyć dalej w tym przeświadczeniu. Staję teraz przed mega trudnym zadaniem. Chciałbym zamknąć ten rok czymś osobistym, czymś bardzo pięknym, ale też bardzo trudnym. Nie chcę konstruować narracji w stylu instagramowego peanu na cześć nigdy nie opuszczającego nas szczęścia i słodyczy. Nie chcę udawać tego, kogo nie ma, lub tych, którzy dawno już odeszli. Nie chcę też, aby Ci którzy nadeszli byli kimś kogo nie znam. Znam siebie, znam Jeremiego, znam Ewę, znam Zosię. To są moi znani. Znani i kochani. Mam też olbrzymi sentyment do wielu ludzi, nie wymienię tutaj skali, w jakiej mógłbym się posłużyć binarnie. Jest Was baaardzo dużo. Większość z Was dobrze pamiętam i patrząc na Wasze zdjęcia wracam na chwilę do Waszego świata. To mi poprawia nastrój. To nie jest tylko portfolio. To swoisty serotoninowy kubek z pigułkami. To piękny dar i przywilej, móc sobie wracać w tak wiele miejsc, do tak wielu, wiedząc, że raczej dobrze mnie pamiętają, a mój mentalny powrót smyra Was gdzieś po cichu za uchem 😉 To daje piękną odskocznię do tych, którzy z różnych względów pamiętać dobrze nie chcą, lub nie mogą.

Zdecydowałem się na wpis ze zdjęć ilustrujących nasze życie z małym Jeremim. Moim ukochanym synkiem, który dołączył w kwietniu do naszego świata i do mojej kochanej córki, obecnej już na tym świecie – o tak!, ponad 16 lat! 🙂 To nie jest klasyczny reportaż, nie ma w nim żadnego zamysłu, chwili na zastanowienie się nad kadrem, zbieraniem materiału, budowaniem narracji, godzin spędzonych na skrupulatnej fotoedycji. To po prostu zbiór zdjęć, które powstawały od kwietnia, od pierwszych chwil, narodzin, a nawet parę miesięcy wcześniej, gdy Jeremi schowany był jeszcze w brzuszku. Jemu poświęcona jest ta opowieść, a co roku chciałbym ją budować setem zdjęć od nowa. To będzie kronika naszego życia. Ktoś zapyta, po co w internecie, nie wystarczy na odbitkach? Będą i takie, osobista, prywatna fotoksiążka, troszkę inaczej skonstruowana, jeszcze bardziej intymna, nie cenzurowana i bez ograniczeń. Jestem fotografem, fotografuję ludzkie emocje, ich osobiste, intymne światy, w Wy kochani – zgadzacie się na pokazanie rąbka Waszej tajemnicy. W rewanżu chcę pokazać Wam własną. Beż żadnych upiększeń, pudru z fejmu i instagramowego hasztagowania. To są zwykłe zdjęcia naszego niezwykłego Jeremiaka, kotki Lilki, jej Pani Ewy – mamy dla obojga 😉 , mojej córy Zofki i piszącego te słowa, który został sfotografowany metodą pochwycenia aparatu w utalentowaną dłoń Niezwykłostki. Tak, to nasze wspólne dzieło. Nie dbamy o ustalenie autorstwa zdjęć. Podobnie jak przy naszym osobistym wpisie ślubnym z lutego. Działamy według metody, kto bliżej leżącego w kącie pokoju aparatu, ten robi zdjęcie. Dzięki temu jest to prawdziwe, choć oczywiście nie jest to konieczny przepis na ustalenie prawdziwości. Zapraszam w nasze życie, bo już niedługo my znowu ruszymy w Wasze 🙂

Wpis ten dedykuję wszystkim dobrym ludziom, których spotkałem w swoim życiu, gdy czasem dobiegają mnie z głębi śladów pamięciowych urywki rozmów, cichych już, lecz głośnych dawniej emocji. Wspomnienia zdarzeń, rymując w skrawki wybrzmiałych marzeń 😉

Dobrze Wam życzę, częstujcie się tą energią. Lubię bardzo tą nutę z playera, wraz z nią wraca mi podskórne wspomnienie świata, który teraz jest rzeczywistością odczuwaną przez Jeremiego.

 


No Comments

LEAVE YOUR COMMENT

Previous post Next post
© SLUBNESTUDIO 2018